Pacjenci po raz kolejny muszą płacić więcej za medykamenty, zarówno z listy leków refundowanych, jak i za te, za które płacą w stu procentach. Skąd te podwyżki? Właśnie przez nową listę leków refundowanych, strach aptekarzy przed prawem antykorupcyjnym i... wyższe marże.
- Po porównaniu cen leków przed i po zmianach, jak na dłoni widać, że pacjent dostał po kieszeni - mówi Agnieszka Just, farmaceutka z apteki we Wrocławiu. - Bo ceny najczęściej kupowanych leków wzrosły, a te, które są refundowane, mają tak niski limit, że pacjent i tak dopłaca, i to wcale niemało, z własnej kieszeni.
W warszawskiej aptece Toma za opakowanie prestarium 10 mg (popularny lek na nadciśnienie tętnicze) pacjenci płacą teraz ponad 40 zł. To drożej, bo przed zmianami opakowanie kosztowało niecałe 37 zł. Ponieważ w lek zaopatrują się mniej zamożni klienci, podwyżka sprawiła, że nie wszyscy mogą sobie pozwolić na regularne branie tabletek.
Anna Wójcikiewicz, kierownik hurtowni farmaceutycznej Silfarm z Krakowa, ma sposób, jak pomóc pacjentom. Podkreśla, że ceny z listy leków refundowanych to ceny maksymalne. - Ale przecież hurtownicy i aptekarze nie muszą się ich sztywno trzymać - mówi. Jednak Stanisław Piechula, prezes Śląskiej Izby Aptekarskiej, choć gotów byłby obniżyć ceny medykamentów z listy leków refundowanych, to nie jest pewien, czy byłoby to zgodne z prawem. - Moim zdaniem, aptekarze i hurtownicy nie muszą przestrzegać maksymalnej ceny i mogliby ją obniżyć - mówi. - Ale zdaniem wielu, przepisy są bardzo niejasne, więc część z nich tego nie robi. Żeby skończyć z tym zamieszaniem, wystosowaliśmy do Ministerstw Zdrowia i Finansów prośbę o ostateczne opowiedzenie się w tej sprawie. Wciąż czekamy na odpowiedź - mówi prezes Piechula.
W podobnym tonie wypowiada się Piotr Kula, prezes firmy PharmaExpert. Przypomina, że część aptekarzy i hurtowników, obawiając się kar finansowych, wycofało się z rabatów i programów lojalnościowych dla pacjentów. Ma to związek z wejściem w życie nowych antykorupcyjnych przepisów. Ich celem było %07wyeliminowanie patologii polegajacej na tym, że sprzedawano ogromne ilości leków, %07nawet za grosz, po to, by uzyskać refundację z NFZ. Teraz aptekarze boją się wszelkich akcji promocyjnych. Stąd niechęć do sprzedawania leków po cenach niższych od maksymalnych.
Ale za wzrost cen medykamentów odpowiada również... koniec roku. - Wpływ na to może mieć polityka ekonomiczna firmy - mówi Marcin Machnio, wiceprezes hurtowni farmaceutycznej Porfarm z Radomia. - Skoro firma założyła sobie jakąś sprzedaż do końca roku i jej nie wykonała, to rekompensuje to sobie podwyżkami cen - wyjaśnia Machnio.
O tym, że w Polsce niektóre leki sprzedaje się nawet drożej niż za granicą, mówią też przedstawiciele hurtowni farmaceutycznych, które zajmują się tzw. importem równoległym.
Źródło: Dziennik Zachodni